Archive for the “cogito ergo sum” Category


Hmm… jak pisałem o tym w lutym to większość znajomych nie wierzyła, że to się stanie. Stało się. Obama rozłożył taktycznie Clinton zostawiając jej kilka tygodni czołgania się po prawyborach szukając wyjścia, które nie obniży szansy na VP ticket lub na przewodnictwo w senacie - czyli z twarzą.

Ostatecznie poczekała do ostatnich prawyborów i wycofała się dopiero gdy jej szanse były mniejsze, niż Polaków na wyjście z grupy. Czy dobrze? Imho to kolejny błąd jej doradców.

McCain startujący z piętnem Bucha, wiekiem nazywanym w oficjalnej notacji demograficznej ONZ “starość właściwa”, który jest co prawda bohaterem wojny w Witnamie, ale spędził ją w całości w niewoli (co utrudnia mu mówienie o swoim bohaterstwie) jest właściwie od początku skazany na porażkę.

Nie pomoże mu nawet to, że większość USA jest konserwatywne, więc z defaultu republikańskie. To sytuacja jak na polskiej lewicy w 2005. Nic nie pomoże, że w głębi serca większość Polaków ma postawę roszczeniową, przemawia do nich postulat socjalno etatystyczny więc powinni głosować na lewicę… Lewica z piętnem Millera jest przegrana.

Natomiast McCainowi pomóc może jedno. Konflikt w obozie demokratów. I Clinton chcąc, nie chcąc, realizowała ten scenariusz pod dyktando McCaina, który mógł tylko od czasu do czasu zwrócić uwagę, że Demokraci są niepoważni, i skoro nie są w stanie wybrać kandydata, to jak mogą wybrać prezydenta?

Teraz etykieta tej, która przeszkadza, zostanie już na długo przy Clinton i będzie jej odbierała szanse na kolejne stanowiska. Nie wierzę w to co amerykańskie media nazywają “Dream Ticket” - Clinton jako VP Obamy. Obama będzie musiał znaleźć kogoś innego, a Clinton ma tylko jeden wybór. Pokazać się jako aktywna członkini partii walcząca o wybór Obamy, albo zniknąć i po cichu lizać rany licząc, że Obama przegra i ona wystartuje znowu w 2012.

Pierwsze da jej troche sympatii, ale nie wiem czy będzie do tego zdolna. Ona całe życie czekała na te wybory. Całe życie przygotowywała się do nich. I sytuacja była wymarzona. Miała po swojej stronie kontakty, pieniądze, lobbystów, doświadczenie, wszystko… Jedną przeszkodą okazał się młody senator z Illinois, który zupełnym przypadkiem wygrał prawybory w Iowa i wygłosił potem jeden z najlepszych manifestów politycznych od czasu Luthera Kinga.

Teraz zostały wybory, analitycy zgadzają się, że tylko poważna seria błędów może zagrozić Obamie - sam McCain nie ma żadnej możliwości, choć znajomy z Mozilli, Mike Schroepfer zwrócił mi ostatnio uwagę, że w historii Amerykanie zawsze głosują na kandydata, którego mniej popierają w ich wyborach francuzi… zatem optymalnie by było, aby francuzi poparli McCaina. Czy wystarczająco przypomina Sarcozego? ;)

Akualnie Obama prowadzi 48-43 i obaj kandydacie prowadzą grę strategiczną w zapraszanie się nawzajem do debat przedwyborczych na swoich warunkach. Problem obozu McCaina jest taki, że McCain jest słabym mówcą, źle wychodzi podczas rozmów swobodnych, więc cała energia obozu idzie w zorganizowanie tak debat, żeby nie miały wpływu na wyborców, a najlepiej, żeby odbyły się po północy, w niedzielę, na Alasce i bez telewizji.

Jeśli ktoś przegapił, polecam jeszcze raz Lessiega (tego od Crative Commons) podcastującego dlaczego Obama, a electoral vote prowadzi na bierząco aktualizacje sondaży.

Comments No Comments »

yea… po latach krzyczenia na mnie, że gadam za głośno, za szybko, za energicznie, wreszcie przyszła odmiana. niejaki(a/i) siwa na swym blipie porównał(a) mnie do jedynego faceta dla którego moja Mama stawiała butelke wody przed telewizorem.

Wstępna myśl o humorystycznej naturze wpisu przeszła mi po dotarciu do podsumowania. Na szczęście nie zajmuje się tematem, którego dotyczyła Sarkastyczna Riposta nr.12, ale myśle, że takie szydzenie bez otwartej dyskusji to musi być fajna i bezpieczna kuracja dla ego…

Comments 8 Comments »

Czasami mam wrażenie, że natura ludzka nie lubi skrajności. Tzn, gdzie by twój punkt widzenia nie był, lubisz myśleć o sobie jako o centrowcu - mieć tych bardziej na prawo i bardziej na lewo.

Natomiast kiedy coś widzisz i oceniasz (a oceniasz zawsze kiedy widzisz), lubisz widzieć tego wady, a zalety już mniej są niezbędne. Zastanawiam się nad ewolucyjnym wytłumaczeniem, które można by wysnuć - wszak ważniejsze jest dostrzec zagrożenie, niż szansę. Konsekwencje niedostrzeżenia szansy są małe, niedostrzeżenia zagrożenia duże. W efekcie kiedy na coś patrzysz, to najlepiej się czujesz kiedy znasz tego wady i zalety - wówczas łudzisz się, że masz, jak to nazywasz, pogląd obiektywny (to złudzenie, błąd powszechności czyli przecenianie odsetka społeczeństwa, które myśli tak jak ty). Jeśli jednak nie da się, to wystarczy Ci znać wady - znajomość wad stabilizuje złudzenie, że realnie umiesz ocenić zagrożenie - w efekcie jedną z technik manipulacji jest podstawianie niewielkich was pod nos, aby nie kusić nikogo do szukania większych.

I tego właśnie musimy się chyba nauczyć. Popełniamy błędy. Jasne. Staramy się je naprawiać. Jednak im lepiej nam idzie, im bardziej otwarci jesteśmy, im bardziej przyjaźni, im lepiej udaje nam łączyć się dobre cele z dobrymi metodami i dobrym rezultatem, tym bardziej podejrzane się to staje… W efekcie gdy mieliśmy problemy w czasach Mozilli Suite, Firefoksa 1.0 itp., byliśmy postrzegani znacznie lepiej, niż gdy nauczyliśmy się ich nie popełniać. Dziś, gdy mamy moment, w którym naprawdę dużo nam się udaje - wydajemy świetny produkt, zaczynamy pracę nad platformą, wspieramy standardy, pracujemy ze społecznością Linuksa, poprawiamy wydajność, stabilizujemy pozycję na rynku i zaczynamy przygotowywać się do przeniesienia ciężaru na inne elementy naszej misji (nie porzucając oczywiście przeglądarki - Firefox 4 będzie, słowo :))… mam wrażenie że coraz więcej osób “świadomych” zaczyna być zmęczonych tym. Nudzi ich to, że robimy coś dobrze i że mamy dobre intencje. Szukają złych. Nie pasuje im fundacja non-profit, która ma pieniądze, fundacja non-profit osiągająca sukces rynkowy… jedni krzyczą, że sprzedaliśmy się, inni że jesteśmy frajerami jeśli się nie sprzedaliśmy. Jedni oskarżają nas o chęć zajęcia rynku, inni o chęć zniszczenia go. Jedni uważają, że w ogóle nasze produkty są słabe i nie wiadomo dlaczego ktoś miałby ich używać, inni wiedzą, że za nami stoją Ciemne Moce… Są tacy, którym nie podoba się, że chcemy spotkać się z bloggerami, bo TRUE fundacja nie umiała by tego wymyślić, więc to brudny marketing, bo przecież na pewno nie mamy czystych intencji, inni są przerażeni, że możemy zrobić fajną akcję związaną z wydaniem, której nikt nigdy nie robił, więc to musi mieć jakieś wady - pewnie coś mamy za uszami. Słyszałem już ostatnio, że całą idee fundacji wymyśleliśmy w celach marketingowych dla Firefoksa… Są tacy, którzy oskarżają nas o wspieranie Żydów i lewicy bo mamy wyborczą, inni że celowo i złośliwie korzystamy z bazy Symantec AntyPhishing, w złych celach…

Zaczynam się zastanawiać czy to koszt którego nie da się uniknąć, czy może coś źle robimy… może nie doceniamy natury ludzkiej i psychiki, która czuje niepokój i frustrację nie mogąc znaleźć wad tak silną, że wady się wymyśla… Kiedyś podejrzenia i spiskowe teorie dziejów były domeną przysłowiowych “komentarzy na onecie”, dziś czytam takie opinie na blogach technicznych, odpieram takie zarzuty z artykułów na portalach… Plotka i oskarżenia są strasznie łatwe do rozpuszczenia i nic nie kosztują… niestety.

Kiedyś, na początku, spędzałem dziesiątki godzin broniąc ideii Mozilli przed zarzutem, że to bez sensu. Ze nigdy sie nie uda, ze nie ma pieniedzy, przebicia, ze konkurencja jest za silna… Pare lat potem dowiedzialem sie, ze ok, moze i sie udalo, ale na pewno nie zdobedziemy rynku, bo to nierealne z czyms darmowym, z fundacja, z ideami, potem z kolei spedzalem nastepne dziesiatki godzin tłumacząc, że to nie przypadek, że naprawde może się udać. Dziś mam poczucie, że muszę tłumaczyć się z sukcesu. Ze ludzie uważają to za tak nieprawdopodobne, wszak nikomu wcześniej się nie udało, że muszą być podejrzliwi i z łatwością kupują wszelkie plotki, niepotwierdzone oskarżenia, FUD.

Jestem właśnie na eLiberatica 2008, gdzie przedstawiciel Microsoftu tłumaczył, że Microsoft dopiero się uczy tego czym Open Source jest, że oni wiedzą że nie rozumieli pare lat temu, kiedy ignorowali, a potem śmiali się a potem grozili… Dziś się uczą. Uczą się, że można i że to działa. Ze nie jest to wbrew rynkowi, tylko właśnie idealnie zgodnie z wolnym rynkiem, że nie frajerzy, tylko pasjonaci, nie idioci, tylko geniusze, nie niszczą, tylko tworzą, nie psują, tylko budują, nie cynicznie, tylko racjonalnie, i na dodatek z uśmiechem, radością, pasją i jakimś kręgosłupem moralnym… jest się z czego uczyć. A że Firefox jest pierwszy, któremu się tak udało, zbiera chyba żniwo niedowierzania, sceptycyzmu, podejrzliwości, złośliwości i niestety głęboko ukrytego braku akceptacji dla rzeczy po prostu “dobrych”. :(

Wybacie ten potok, od dwóch dni nie pracuję nad Verbatimem, tylko odpowiadam na różne, różniste komentarze, maile i posty zarzucające nam najgorsze intencje i motywy, bo Firefox 3 jest zbyt dobry i zbiera zbyt dobre recencje, fundacji Mozilla zbyt dobrze się powodzi jak na non-profit, jej społeczność jest zbyt pogodna i skuteczna, a Dzień Pobierania się spodobał. Chyba muszę za to wszystko przeprosić.

p.s. mam nadzieję, że mój projekt nie wypali, też jest open source, darmowy, robiony w wolnych chwilach z pasji, a to przecież nie może się udać, a jeśli się uda, to musi być drugie dno. Nie wiem czy dam radę udowodnić, że nie jestem wielbłądem.

Comments 1 Comment »

Comments No Comments »

Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zwiedzić, to zapraszam na wirtualną przechadzkę po nowo-otwartym terminalu 2 na Okęciu.

Terminal otworzono, z ponad półtora rocznym poślizgiem co pozwoliło nam uniknąc kompromitacji (od końca marca musimy obsługiwać pasażerów wedle standardów z Shengen, a tylko nowy terminal na to pozwala).

Nowy terminal jest miły, wygląda nowocześnie (choć bez przesady), schludnie, troche kanciaście, ale to chyba ogólna tendencja (patrząc po pasażu Wiecha w W-wie), jest nawet strefa dla sklepów i barów jak na zachodnich lotniskach… no Europa :)

Uwag mam sporo. Pomine te fundamentalne, takie jak to, że ładowanie kasy w nowy terminal na lotnisku zby blisko położonym centrum, które trzeba i tak przenieść dalej jest bzdurą, oraz, że nowy Terminal jest i tak tylko 1/3 tego co potrzebujemy, skupie się na trzech błędach, które są bardziej stylistyczne niż funkcjonalne.

  • Ogromne szyby tuż przy siedzeniach dla czekających są zbyt prześwitujące. Tzn. one są troszke przyciemniane, ale tylko troszkę. W efekcie słońce mocno razi w oczy nawet teraz, gdy jest mroźno, a co dopiero w lecie. Albo przyciemnią, albo przysłonią, albo będziemy dalej ślepli. Nie miałem nigdy takiego poczucia oślepienia jak podczas wylotu w czwartek o 15:40.
  • Siatka. Wokół gate-ów są takie boksy w których czekamy na boarding. Po jednym na dwa gate-y. Są one otoczone szklanymi ścianami, które ładnie wyglądają, ale od wysokości mniej więcej 2 metry jest to siatka, do sufitu. Wygląda to koszmarnie, budzi okropne skojarzenia i nie ma (chyba) żadnego sensu.
  • Megafony. Na całej długości korytarza, na linii gdzie chodzą pasażerowie, gdzie są gate-y, są głośniki. Ogromne, i jest ich bardzo dużo. Ustawione są w równiutkich rzędach i, przynajmniej we mnie, budzą absolutnie skojarzenia z więzieniem. Zobaczycie je na kilku zdjęciach z mojego setu.

Poza tymi elementami, lotnisko wygląda miło, widać, że jest nowe, wygląda bardzo funkcjonalnie i nie ma  żadnego porównania z tym obleślnym gratem nazwanym Terminal 1.

Miłych lotów :)

Aha… w Paryżu pada :(

Comments No Comments »

Bill Clinton w październiku 2004 mówi o strachu/nadzieji:

A jego żona, w lutym 2008 prowadzi kampanię wyborczą w stanie Texas, poprzez reklamy z takim tekstem:

“It’s 3 a.m., and your children are safe and asleep, but there’s a phone in the White House and it’s ringing,” says the narrator in Clinton’s ad. “Something’s happening in the world. Your vote will decide who answers that call, whether it’s someone who already knows the world’s leaders, knows the military — someone tested and ready to lead in a dangerous world.”

Czas zmienia ludzi… na dodatek Hillary musi chwytać się brzytwy… Po najbliższym wtorku są duże szanse, że jej wybór będzie ograniczał się do honorowego poddania się, albo upartego trzymania się nogawki Obamy, żeby się nie przyznać do przegranej.  Wystarczy, że nałożymy trendy ostatnich 10 dni na najbliższe cztery. Dwa tygodnie temu Clinton miała w Texasie 15 procentową przewagę. Dziś przegrywa 4-6%. W Ohaio jeszcze wygrywa, ale tylko 2% (błąd stat. do 3%)…

Taka sytuacja zmusza ją do desperackich ruchów. A to z kolei potwierdza moje zdanie o niej. Po trupach do celu, bez moralności, bez własnego zdania, wszystko dla zysku, władzy, głosów. Jest skuteczna, inteligentna, ale jej totalnie nie ufam. Tak więc mam nadzieje, że po wtorku zajmie się wspieraniem Obamy w kampanii do wyborców w listopadzie.

Comments No Comments »

Miły przyjacielu, miła przyjaciółko.

Jestem niezmiernie wzruszon, że zechciałeś/aś poświęcić chwilę i dodać mnie do masowego maila z życzeniami świątecznymi. Nie, poważnie. To nie sarkazm. Życzenia są czymś miłym, a dodając mnie do listy musiałeś/aś pomyśleć o mnie. Dziękuje. To miłe.

Jednak, ze względu na model w jakim działają emaile, chciałbym serdecznie prosić Cię, o użycie pola BCC do dodawania odbiorców, zamiast pola Do:. Kiedy wysyłasz swój email do grupy ludzi, zwłaszcza email świąteczny, nagle, bez zapowiedzi, duża grupa ludzi, których nie znam, dostaje mój prywatny adres email. Tak, ten, który podałem Ci osobiście. Niekoniecznie chcę tego, bo istnieje spora szansa, że mają jakiegoś wirusa, który zbierze mój adres email i zacznie wysyłać mi spam.

Dziękuję i Tobie również życzę wesołych i spokojnych świat.

Comments 1 Comment »

wiem, wszyscy mają już wyborów dość. Z drugiej strony, przynajmniej wokół mnie, wszyscy wciąż wyborami żyją. Pozwolę sobie zatem na kilka opinii…

  1. Rządy PiS, Samoobrony i LPR zmobilizowały wyborców. Polityka stała się znacznie ważniejszą “częścią” życia. Niestety, nie na płaszczyźnie merytorycznej (kogo dziś obchodzi dogłębne zastanawianie się nad aborcją, eutanazją, problemem wspierania nierentownych zakładów itp.), tylko na płaszczyźnie emocjonalnej (komuszki, mordercy, ZOMO, Kiszczaki, Układ, Zło, Szatani). To odbiera szansę na rozpoczęcie merytorycznej debaty
  2. PiS, wbrew zapewnieniom swoich przywódców i akolitów, nie utrzymał elektoratu. W poprzednich wyborach PiS zdobył 26,99%, w tych 32,16%. Jednak w tym samym czasie LPR straciło 6,67%. Nie wierzę, aby choćby jeden procent tych wyborców zagłosował na kogokolwiek poza PiS. Zatem PiS dostało 6,67% od LPR. Samoobrona straciła 9,87%. Część ich głosów przejęło PSL (ale nie wiele), część LiD. Jednak zdecydowana większość trafiła z pewnością do PiS. Zaryzykuję, że 70%, co daje 6,9%. Zatem od LPR i Samoobrony PiS dostaje 13.5%. Zgodnie z tą, najprostszą logiką, PiS straciło 8.33% głosów, i to lekko licząc - wszak LiD sumarycznie w zeszłych wyborach zdobył 17,6%, a w tych 13,2%. Reszta głosów prawdopodobnie dość równomiernie poszła na anty-PiS, czyli PO i na anty-liberalizm czyli PiS. (źródło danych - Wikipedia)
  3. PO musi wejść w koalicję z PSL. Szkoda, miałem nadzieję, że obędziemy się bez koalicji. Z drugiej strony, miłbym zaskoczeniem byłoby, gdyby Pawlak wypromował trochę Wolne Oprogramowanie. Wszak pisze o tym na blogu, i wygląda na to, że rozumie co pisze.
  4. Koalicja z PSL ma jeszcze tę zaletę, że przy całej wierze w PO, PSL jest partią znającą sytuację polskiej wsi. Jako, że wieś jest szczególnie niechętna PO, partner w postaci PSL “łagodzi” nastroje. A PSL w porównaniu z partnerem “wiejskim” poprzedniej koalicji to sama elegancja, szyk, kultura, elokwencja i poziom najwyższy możliwy.
  5. “Piątą władzą” nie zostaje Internet, lecz spin-doktorzy. Spece od psychomanipulacji tłumów, ludzie wyczuwający emocje, nastroje, dobierający co mówić i jak. Ludzie typu Kurski, Kamiński, Bielan… Nie przypadkiem Tusk co chwila wtrąca “naprawdę coś tam, ja naprawdę…” a Kaczyński “oczywiste jest, że…”. To Ci ludzie kręcą maszynką, to Ci ludzie w ślepym pędzie by w realiach mediów dotrzeć do wyborców zabijają merytoryczną dyskusję. To oni obmyślają jak zrobić, żeby każde zdanie było “kluczem”, który trafi na nagłówki gazet, zmieści się w 5 sekundach materiału w TV, będzie powtarzane przez ludzi na ulicach. To oni zabijają wszelką szansę na dyskusję w naszym kraju. Kto dziś odważy się poruszyć jakiś poważny temat? Kiedy natychmiast, mówiąc “warto by porozmawiać o aborcji” usłyszy “morderca”? Każdy ważny problem społeczny ma już swoje “hasło” przygotowane, a politycy są wyuczeni kiedy je mówić. Politycy nie muszą być inteligentni, błyskotliwi, szczerzy, otwarci na poglądy innych, mieć background filozoficzny i swoje poglądy. Oni mają wiedzieć kiedy coś krzyknąć aby uciąć zalążek niebezpiecznej debaty, którą mogliby przegrać. Spin doktorzy rządzą dziś mediami. Lewcia mówi, że LiD jest inny, ale to Kwaśniewskiego doradcą za jego prezydentury był sam Urban. Gratuluję. Chciałbym, aby teraz Tusk odciął się od spin doctorów. Aby jego doradcą został Bartoszewski.
  6. Dygresja. Nie, nie jestem “wyborcą PO”. Moim naturalnym wyborem powinno byc coś między PO a Demokraci.pl. Niestety Demokraci weszli w koalicje z SLD czego wybaczyć nie mogę. Przypominam, że PO to nadal partia konserwatywna społecznie, chrześcijańska. Jako społeczny liberał popierający aborcję, eutanazję, silny rozdział kościoła od państwa, związki homoseksualne itp., PO nie jest “moją” partią. Ale jest partią liberalną ekonomicznie, a to też mi bliskie, jest partią cywilizowaną, “oświeconą”, prozachodnią i współczesną. Mam nadzieję…
  7. Chciałbym, aby PO zdecydowało się na cholernie bolesne, cholernie mocne i cholernie potrzebne reformy gospodarcze. Już. Od zaraz. Mamy wzrost gospodarcz, który od polityków praktycznie nie zależy (był za PiS, będzie i za PO), zgadzam się z Balcerowiczem, że wykorzystać go należy do łagodzenia skutków tych reform, a nie przejadać. Póki jest wzrost, robić reformy.
  8. Tak, Balcerowicz byłby dobrym ministrem finansów. Tylko PO ma szansę go zgłosić i mam nadzieję, że odważy się na tak poważne reformy jakie on proponuje. Niestety byłoby to prezentem dla spin doctorów PiS i LiS, dlatego możliwe, że rozsądniej będzie postąpić za radą Chlebowskiego i wybrać eksperta, a nie polityka. Ten powinien zaś współpracować z Balcerowiczem. (dla tych, co wychowali się na socjalnej wizji Leppera na temat reform Balecerowicza - Wikipedia i Analiza)
  9. PO wykonało rzecz,o której wszyscy sądzili, że jej się nigdy nie uda. Odróżniła się i od PiS i od LiD. Choć obie strony straszyły, że po wyborach PO wpadnie w ramiona albo PiS albo LiD, że niczym się od nich nie różni, PO się różni. Jest partią prawicową, więc do LiDu jej STRASZNIE daleko. Jest partią liberalną, nowoczesną, obywatelską, więc do PiS też STRASZNIE daleko. Socjologowie dwa lata temu mówili, że dla PO nie ma elektoratu. Bo klasa średnia w Polsce nie istnieje. No to dziś już zaczyna istnieć, szkoda, że w tak ogromnej mierze Polska klasa średnia zaczyna istnieć na Wyspach Brytyjskich…
  10. Jeśli chodzi o lęk przed “zwolnieniami”. Jestem liberałem. Jeśli ktoś mi mówi, że “sprywatyzowana firma zwalnia 80% załogi”, to dla mnie oznacza to, że “upaństwowiona firma” utrzymywała na koszt podatnika 80% załogi niepotrzebnie. Produkowała więcej niż jej się to opłacało i tak dalej. Utrzymywała fikcję, która kosztowała. Nie zgadzam się aby cofać Polskę w miejscu, odbierać pieniądze na reformy i rozwój, po to, aby utrzymywać przy pracy ludzi, których praca jest nierentowna, nieopłacalna i bez sensowna. Górników, stoczniowców, zakłady niewiem jakie, które mają nadprodukcję, nadzatrudnienie. Wierzę, że firma prywatna optymalizuję skład załogi - rightsizing. Wierzę w wolny rynek kontrolowany w skali minimalnej. Nie wierzę w cokolwiek co jest “państwowe”, bo państwo nie daje rady w ekonomii. Komunizm próbował przez wiele lat, gospodarka kontrolowana kończyła się to nieodmiennie bankructwem kraju.
  11. Optymalnym dla mnie scenariuszem, byłoby teraz, gdyby PO udało się podnieść poziom polityki do takiego w którym nie ma miejsca dla Leppera, Giertycha, Kurskiego, Gosińskiego, Oleksego, Millera, Fotygi, Szczypińskiej, Macierewicz, Nelli Rokity… Żeby tak jak teraz, aby walczyć w wyborach wszystkie partie musiały zejść na poziom ustalony przez Samoobronę, LPR i PiS, to w następnych wszystkie partie musiały postawić na ludzi spokojnych, elokwentnych, tolerancyjnych, uśmiechniętnych, mówiących kilkoma językami, itd. To oznacza eliminację post-PZPRowskiej lewicy w LiD oraz katoparwicowej nacjonalistycznej części w PiS. Wówczas LiD powinien się podzielić - na lewicę, która powinna pozostać w sejmie, ale na marginesie - by pilnować najbiedniejszych przed machiną liczb i uspołeczniać państwo (tam powinna trafić socjalistyczna część PiS), oraz część liberalną gospodarczo i społecznie - Demokraci.pl. Ci z kolei powinni połączyć się z PO tworząc coś w rodzaju obozu “Demokratów”. Cywilizowana część PiS, o poglądach konserwatywnych społecznie, chorześcijańskich, tych którzy nie wierzą w ludzi ale w kontrolę nad nimi i pragną silnego aparatu władzy a nie kierunku “Nocnego Stróża” powinni tworzyć w PiS obóz Republikanów. PSL jako jedyny powinien pozostać tam gdzie jest. Wówczas mielibyśmy model 4 partii. Dwóch silnych bloków o poglądach dziś określanych jako “prawicowe” (wyłącznie ze względu na resentyment za komunizmem, który na szczęście mam nadzieję zanika) oraz dwie mniejsze, Socjalistów (ale nie tych co chcą rewolucji, tylko tych co chcą państwa socjalnego, ochronnego) na skraju, oraz PSL ze względu na silny odsetek ludzi na wsi w naszym kraju. Oczywiście o elementach typu “partie wokół ideii, a nie polityków”, “zerowy wpływ skrajnych populistów” itp. nie muszę pisać.
  12. Nie wierzę w tym parlamencie na jakąkolwiek debatę społeczną. PiS jest za silne i będzie tylko czekało, aby zacząć krzyczeć hasełka ucinające debaty (patrz pkt. 5). Ale liczę na reformy gospodarcze. Liczę, na usunięcie podatków, przepisów, ograniczeń. Liczę na ułatwienia w zakładaniu i prowadzeniu firm, kierunek podatku liniowego, dalszą prywatyzację (bez korupcji, ale szybką - zgodnie z logiką, że o własne każdy dba bardziej niż o “państwowe”).
  13. Mam nadzieję, że wyborcy PiS mile się rozczarują, że okaże się, że to o co oni walczą, nie musi być realizowane w sposób, który mnie napawa obrzydzeniem. Że PO to nie komuniści, że CBA nie zniknie, ale też nie będzie urządzało show na 4 dni przed wyborami z wynużeniami skorumpowanej pani dziwnie pasującymi do spotów wyborczych partii rządzącej, że lustrację można dokończyć nie grając teczkami i nie ujawniając ich w wybranej przez siebie kolejności, że polityke zagraniczną można prowadzić na uśmiechu, przyjacielsko, i może ją prowadzić ktoś pokroju pare klas wyższego od Fotygi. Że ludzie nie chcą zostawać na Wyspach i chcą wrócić do kraju. Że to wszystko można zrealizować, że korupcję można zwalczyć, i nie trzeba do tego dwóch małych frustratów z kompleksami, którzy nie rozumieją nowoczesnego świata.
  14. Jak pisałem dawno temu - zgadzam się z celami PiS, ale brzydzę się metodami ich osiągania. Nie wierzę, aby do normalności potrzebne było robienie z Leppera “premiera”. z Giertycha ministra edukacji, “kontrolowanie” mediów…
  15. Chciałbym, aby politykę można było prowadzić określając oponentów jako ludzi o innych poglądach, a nie “wrogów”, “kataklizmów dla Polski” itp. (to wymaga, aby na scenie byli ludzie, o odpowiednim poziomie kultury osobistej, wykształcenia i erudycji - W moim przekonaniu spora część PiS jest poniżej, a po drugie, aby Ci, którzy zostaną na scenie mieli odwage szanować przeciwnika wyborczego i uznać, że są uczciwi, dobrzy, mądrzy ludzie dla których jego poglądy bliższe od moich).
  16. Mam nadzieję, że PO odpolityczni media, nikt nigdy tego nie zrobił. Chciałbym, aby PO pokazało, że można. Aby tak żałosna pani jak Kruk nie musiała motać się między polityką a mediami, kłamiąc w co drugim zdaniu.
  17. Stawiam PO bardzo wysokie wymagania. Uproszczenie podatków, przepisów, obniżenie podatków, głębokie reformy gospodarcze, podniesienie poziomu dyskusji w sejmie, jednomandatowe okręgi wyborcze, kontynuacja walki z korupcją, ale bez wykorzystania służb do polityki, odpolitycznienie mediów, sprawna polityka zagraniczna, wykorzystanie środków unijnych, znaczne ograniczanie biurokracji, obniżka kosztów państwa, dobry rząd ekspertów. Współpraca z PiS, zwłaszcza w zakresie rozliczania przeszłości, lustracji, upamietniania historii Polski (vide: świetne muzeum Powstania Warszawskiego), współpraca z LiD przy cywilizowaniu Państwa, liberalizacji społecznej. Współpraca z PSL przy rozwoju wsi. Współpraca z Europą i USA. Mądre, spokojne, ale konsekwentne uświadamianie zachodu, że Rosja Putina jest zagrożeniem a nie partnerem. Bezwzględne rozliczanie się z wszelkimi podejrzeniami wewnątrz partii - tak - takie jak wyrzucenie pani Sawickiej. Szybkie wprowadzenie euro. Prywatyzacja. Silna stymulacja przedsiębiorczości jako remedium na bezrobocie. Uśmiech. Kultura osobista. I będę ich z tego wszystkiego rozliczał.

p.s. Ale nie liczę, aby Ci wyznawcy PiS to dostrzegli. Wszak już dziś czytałem, że “PO już się zaczeła kompromitować” - dla takiego człowieka nie ma raczej nadzieji na poprawę. On już zawsze będzie z kimś walczył. Zresztą Jarosław “Platformę Popiera Zabójca Popiełuszki” Kaczyński też… tylko, że to skrajności, i mam nadzieje, że na nowej scenie politycznej zaczną być nimi, a wiekszością będzie normalność, spokój, pozytywne emocje, nadzieja i energia.

Comments 1 Comment »

Chciałem rządzić już, gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu. (Wywiad dla Wprost, 15 stycznia 2007)

Głodówka to nie jest niezjedzenie kolacji. Jak będą w stanie głodu przez, dajmy na to, trzy dni czy dwa choćby, to wtedy będzie można mówić o głodówce. Na razie nie zjadły kolacji. To nikomu jeszcze nie zaszkodziło (O strajkujących pielęgniarkach, które podjęły głodówkę. Wtorek 26 czerwca 2007, „Sygnały dnia”, Program 1 PR)

Muszę przyznać, że Antoni Macierewicz wykonał swoje zadanie perfekcyjnie. Ci, którzy wątpili w jego uczciwość i rzetelność, widzą, jak bardzo się pomylili. (Wywiad dla Gazety Polskiej, nr 44,1 listopada 2006)

Nie będzie w Polsce dyktatury, i tylko ktoś bardzo głupi może wierzyć w tego rodzaju zagrożenie. (Przemówienie w Sejmie 17 lutego 2006)

Pani minister Fotyga pozostaje na swoim stanowisku. Wszystkie zarzuty wobec niej to jest wielkie ssanie z palca.

Robimy dla Polski dużo, bardzo dużo… aż trudno wymienić. (Fakty TVN)

W Polsce tak naprawdę wolnych mediów nie ma. Jest pewien układ i dziennikarze, których pozycja jest bardzo trudna. (Konferencja prasowa Jarosława Kaczyńskiego w Krakowie, 27 lutego 2005.)

Nasi przeciwnicy to strasznie mali ludzie, marni pod każdym względem – intelektualnym i moralnym. (podczas konferencji prasowej, 11 lipca 2007)

Ale Pan bez przerwy to samo, pan nie wytrzymuje, pan rozumie, że siła moich argumentów jest taka, że pan nie ma żadnych szans. (debata 1 października 2007)

Żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne. (Expose premiera, 24.07.2006)


Tymczasem każdy, kto uważa się za nieomylnego, staje się w oczach innych albo śmieszny, albo groźny. (Władysław Bartoszewski, Październik 2007)

Comments No Comments »

List ojca 18-latka do koleżanek… warto, mocne, trafne i napisane “współcześnie”…

Comments 4 Comments »