WordPress 2.8

Zaktualizowałem dziś WordPressa do 2.8.

Polegało to na wejściu do panelu administracyjnego i naciśnięciu “aktualizuj”. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak łatwym sposobem aktualizacji oprogramowania, a już na pewno nie w przypadku oprogramowania napisanego w PHP.

Gratulacje dla zespołu i polecam WordPressa każdemu kto chce blogować. Podobnie łatwo aktualizuje się rozszerzenia i motywy. Chciałbym, żeby np. tak to działało z MediaWiki cz Bugzillą…

Sapkowski w drugiej turze do nagrody Gemmella!

Nie wiem czy to z okazji świąt, czy też krytycznie redundantnej mechaniki współczesnych newsów Internetowych, ale jakoś udało się uniknąc informacji o tym, że pierwszy tom sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego dostał się do drugiej tury konkursu o nagrodę Davida Gemmela!!!

David Gemmel był jednym z najbardziej znanych pisarzy fantasy na świecie, wymieniany jednym tchem z takimi sławami jak Terry Goodkind. Nagroda jego imienia jest jednym z najbardziej prestiżowych odznaczeń na rynku fantasy i byłaby idealnym dopełnieniem powolnego i mocno opóźnionego “marszu na zachód” jakiego dokonuje saga o Wiedźminie.

Przypomnijmy, że ledwie półtora roku temu pierwszy tom opowiadań – Ostatnie Zyczenie – doczekał się tłumaczenia na angielski, a ledwie pół roku temu został wydany pierwszym tom sagi – Krew Elfów.

Teraz, w maju 2009 zostanie wydany drugi tom sagi w Anglii, ale w USA pojawi się on dopiero pod koniec 2009 roku – 15 lat po wydaniu polskim.

Choć mocno opóźnione, wprowadzanie sagi na rynek angielski odbywa się bardzo spokojnie i przemyślanie. Wydawanie kolejnych tomów co rok, połączone z wydaniami gry o Wiedźminie i dobrą promocją (w kanadzie i stanach widziałem Last Wish i Blood of Elves w *każdej* księgarni do jakiej zawitałem) oraz wznowieniami dotychczasowych wydań przy wydawaniu tomu kolejnego mogą dać Sapkowskiemu świetną pozycję przy wydaniach tomu trzeciego, czwartego i piątego.

Do tego taka nagroda mogłaby bardzo się przyczynić 🙂

Zatem drodzy rodacy, po krótkim zapewnieniu, że moim celem jest jedynie zachęcenie Was do zapoznania się z pozostałymi książkami z shortlisty, pozwalam sobie przypomnieć, że w drugiej turze też Wy głosujecie i zaczyna się ona za parę dni 😉

Kaczyński przeprasza – na pewno?

Chaotycznie skacze po tematach, ale dużo nowego odnajduje co przegapiłem.

Mianowicie dowiedziałem się dziś, że były premier RP, Jarosław Kaczyński, przeprosił.

Ow niezapowiedziany i niespodziewany wybryk przysporzyłbył mnóstwa tematów do dyskusji – kogo przeprosił, kim jest “etosowa inteligencja” i kto decyduje kto nią jest, dlaczego przeprosił, czy powinien był, czy przyjmie i tak dalej. Jestem pewien, że konsternacja zapanowała w szeregach ludzi przekonanych i przekonujących od paru lat, że prezes słusznie obrażał i przepraszać nie powinien. A tu nagle ten przeprosił… To co to znaczy?

Pewna Pawian analizowała już znaczenie terminu “etosowa inteligencja” dowodząc, że w ten sposób udało się prezesowi przeprosić tych, których chce, a nie tych, których obraził. Fajnie, nie? W skrócie, myk polega na tym, że słowo “etos” oznacza ogół wartości, norm i wzorów postępowania przyjętych przez daną grupę ludzi – czyli ni mniej ni więcej tylko przeprosił tych, którzy wyznają normy przyjęte przez “daną” grupę ludzi – można podejrzewać (bo dlaczego miałoby być inaczej), że chodzi o grupę z otoczenia prezesa.

Ciekawsze zaś wydaje mi się zastanowienie czy aby na pewno w ogóle przeprosił. Ten post nie ma być jedynie paszkwilem na biednego byłego premiera, bo nie on pierwszy tak zrobił, a w ogóle w Polsce mamy jakąś chyba plagę nieudanego przepraszania… już tłumaczę.

Zacznijmy od definicji przepraszania.

SJP podaje, że przeprosić to znaczy poprosić o przebaczenie, tłumacząc się i usprawiedliwiając.

Przyznam, że definicja nie jest dla mnie specjalnie urokliwa, ale skorzystajmy z niej. Sam opis jest chyba całkiem jasny. Mam zastrzeżenia do tego, czy przepraszając trzeba się tłumaczyć, ale do tego wrócimy później.

Co oznacza przebaczenie? Przebaczyć to darować komuś jakąś winę.

Przebaczenie jest terminem mocno związanym z wiarą chrześcijańską i jest bardzo ładnie w niej zakorzenione. Zwróć zatem, drogi czytelniku, uwagę na dwa aspekty przepraszania. Po pierwsze wiąże się z winą. Nie da się przepraszać będąc bez winy. Nie trafia do mnie idea przepraszania jeśli nie jestem winny – jak mogę prosić o przebaczenie, jeśli nie jestem winny?

Uważam, że użycie w dzisiejszym języku terminu przepraszanie na przypadki gdy ktoś *nie zawinił* jest nadużyciem i wynika z błędu w rozumieniu idei przepraszania oraz potrzeby ułagodzenia kogoś kto cierpi w wyniku czegoś co jest z nami związane, ale nie jest z naszej winy.

Na przykład absolutnie sensownym jest przepraszanie za uderzenie kogoś niechcący. Moją winą jest nieuwaga w wyniku której uderzyłem. Ale nie ma sensu przepraszanie jeśli stałem a ktoś na mnie wpadł od tyłu i się przewrócił. Nie zawiniłem – *jak* mogę przepraszać?

Drugim terminem, który uważam (subiektywnie) za nieodłącznie związanym z przepraszaniem jest skruchapoczucie winy i żal za wyrządzone zło, popełnione błędy itp., połączone z chęcią ich naprawy.

Aby przeprosić za winę, trzeba ją poczuć. Przeprosiny to prośba o wybaczenie która traci sens w przypadku braku chęci poprawy. Jeśli uderzę kogoś w twarz, przeproszę wiedząc, że zaraz uderzę ponownie,  a następnie to zrobię to te przeprosiny tracą wartość. Stają się pośmiewiskiem dla samych siebie, ośmieszają ideę przepraszania.

Rozumuję tak. Jeśli zrobiłem Tobie krzywdę. I wiem o tym, bo mi powiedziałeś(aś), to mogę przyjść i powiedzieć “przepraszam”.

Mogę powiedzieć to licząc, że dzięki temu nie będziesz zły/a, i np. dasz mi spokój. Czy to prawdziwe przeprosiny? Jeśli zgodzimy się, że nie, to szybko dochodzimy do wniosku, że w przeprosinach ważne jest zrozumienie winy. Wewnętrzne jej poczucie. Oraz ich odwewnętrzny charakter. Przeprosiny pod groźbą pobicia, albo przeprosiny bez przemyślenia winy, albo bez jej zrozumienia, albo bez analizy sytuacji i uznania siebie za winnego nie mają sensu.

Są puste i nastawione na zysk.

Następne kwestia to czy mogę przeprosić oceniając sytuację inaczej niż pokrzywdzony. Załóżmy, że kopnąłem Cię w nogę i pobrudziłem spodnie. I uznaję, że jestem winny pobrudzenia Ci spodni i przepraszam. Ty zaś czujesz się pokrzywdzony, gdyż Cię kopnąłem. Ile znaczą moje przeprosiny? Połowę wartości pełnych?

Ostatnia kwestia wstępna to co powinno się stać po przeprosinach aby miały one wartość.

Sądzę, że po pierwsze ktoś powinien poczuć się lepiej widząc winowajcę przyznającego się do winy i proszącego o przebaczenie, a po drugie winowajca powinien dowieść tymi przeprosinami, że chce postarać się, aby tak dalej nie było.

Jeśli zatem zgadzasz się, drogi czytelniku (i droga czytelniczko), do tego momentu, to wychodzimy już na prostą z moim problemem z kaczyńskimi przeprosinami.

Zacytuje je w całości:

“Były słowa, czasem niefortunne, być może są polscy inteligenci, ci prawdziwie etosowi, którzy poczuli się urażeni. Dlatego tutaj z tego miejsca chce powiedzieć głośno i mocno: przepraszam. Jeśli ktoś się poczuł urażony, to przepraszam. Nie było takiej intencji, ale bardzo nam zależy aby polska inteligencja widziała PiS we właściwym wymiarze, także jeżeli chodzi o tę sprawę.”

Sama budowa zdań jest problematyczna.

Prezes PiS informuje, że w przeszłości zdarzały się (komu? Sądze, że jemu albo PiS) słowa niefortunne. Stawia tezę, że być może są polscy inteligenci, którzy poczuli się urażeni. Nie ma jednak explicite połączenia między pierwszym a drugim. Mogli się poczuć urażeni czymś innym niż słowami. Z punktu widzenia logiki formalnej powiedział jedynie, że były nieformalne słowa oraz postawił tezę, że może istnieją tacy, którzy poczuli się urażeni. Nie mówi – uraziłem kogoś. Mówi – być może są tacy. Tryb przypuszczający.

Wiem, czepiam się. Ale tak to zdanie jest zbudowane. A w tym poście skupiam się na formułach osłabiających przeprosiny. Pierwsze zdanie niestety do takich należy:

Pytanie pierwsze – czy ma prawo przeprosić jeśli nie wie, czy jest kogo?

Jaki jest cel przeprosin? Wedle słownika to poprosić o wybaczenie winy. Kogo poprosić? Skrzywdzonego. A jeśli nie skrzywdziłem nikogo, albo nie wiem kogo to czy mogę przeprosić nikogo, albo czy moge przeprosić jakąś grupę, jakiś typ ludzi?

Teoretycznie tak. Jeśli opowiem dowcip o blondynkach to mogę powiedzieć “przepraszam blondynki”. Tylko czy nie jest to dowód osłabienia znaczenia moich przeprosin?

Jak mogę przeprosić nie wiedząc czy jest kogo przeprosić? To tak jakbym jechał samochodem, poczuł, że coś potrąciłem i krzyknął “przepraszam” i pojechał dalej nie patrząc nawet co/kogo potrąciłem i jaka krzywda się stała.

Zgodnie z tym co pisaliśmy w założeniach takie przeprosiny są bardzo mocno osłabione, bo sugeruje to, że zostały skierowane bez przeanalizowania sytuacji (jak mogę ją przeanalizować nie wiedząc kto jest w niej aktorami?) i uznania siebie winnym. Przepraszam staje się słowem użytym wobec chmury prawdopodobieństwa z założeniem, że lepiej przeprosić, niż nie, bo a nuż jest kogo. To trochę jak z wiarą w Boga przy założeniu, że “to się opłaca” (zakład pascala).

Pytanie drugie – czy ma prawo, jako skruszony winowajca wybierać kogo przeprosi?

Tutaj już nie jestem pewien swojej odpowiedzi. Jeśli potrąciłem Ciebie na ulicy, to nie przepraszam całego świata, tylko Ciebie – czyli wybieram kogo, tak? Z drugiej strony jeśli kopnąłem dwie osoby, to czy mogę przeprosić tylko Ciebie, a drugiej osoby już nie? (bo jej nie lubię)?

Wydaje mi się, że generalnie przeprosiny muszą być kierowane do wszystkich pokrzywdzonych, inaczej nie mają sensu, ponieważ jeśli nie przepraszam wszystkich pokrzywdzonych, to znaczy, że nie postrzegam sytuacji tak jak pokrzywdzeni, a zatem nie uznaje swojej winy i nie wyrażam skruchy w efekcie uznania (tej – ocenionej przez pokrzywdzonego) sytuacji za moją winę, tylko postrzegam ją albo za częściową winę, albo obawiam się, że istnieje grupa, która uzna się za odbiorców przeprosin, choć moim zdaniem na nie nie zasługują.

Aby rozwiązać ten węzeł trzeba wiedzieć kto jest odbiorcą i w przypadku odbiorcy grupowego ustalić czy grupa jest zgodna co do opisu zdarzenia. Następnie należy porównać ocenę pokrzywdzonych z przepraszającym i pomnożyć przez procent zgodności, aby uzyskać ich jakość wyrażoną w procentach. A tu nawet nie wiemy czy jest pokrzywdzony i czy są odbiorcy… (patrz pytanie 1)

Pytanie trzecie – czy przepraszając ma prawo pozostawić sobie definicje kogo skrzywdził?

No właśnie… Wracamy do “etosowi inteligenci”. Z całą pewnością nie jest to zwrot przypadkowy. Prezes użył go aby doprecyzować kogo przeprasza.

Można założyć, że było to szpilą błyskotliwie wbitą, oraz sygnałem, że są tacy inteligenci, co nie zasługują na przeprosiny… I nie jest ważne czy słusznie czy nie, czy prezes ma racje, że istnieje taka grupa czy nie. Ważne jest co dla samej ceremonii przeprosin oznacza wbijanie szpil w momencie przepraszania.

Stawiam tezę, że oznacza pewne ich osłabienie. Na ślubie nie obrażam gości. Na pogrzebie nie wyklinam byłej żony zmarłego ani jego samego, na marszu żałobnym nie opowiadam dowcipów i tak dalej… pewne ceremonie mają swoją wartość i doniosłość w tym, że są czemuś poświęcone, a nie czemuś innemu.

Ceremoniał przepraszania jest skupiony na dwóch stronach, z których jedna przyznaje się do winy i prosi o wybaczenie, a druga, pokrzywdzona, przyjmuje je lub nie.

Jeśli strona przepraszająca zaczyna w trakcie zdania przepraszającego oskarżać (przepraszam, że Cię uderzyłem, ale sam jesteś sobie winien) to czy druga część zdania nie neguje pierwszej? Nie osłabia jej?

W mojej wizji przeprosiny są donisłym aktem, który daje pokrzywdzonemu szansę dostrzeżenia, że winowajca widzi swoją winę, że źle się z nią czuje, że chce ją naprawić i poprawić się… To ma być gest, efekt dysonansu poznawczego, okazja do rewaluacji swojej osoby. Oczekuję emocji.

Jeśli zaś ktoś analizuje dokładnie kogo z grupy przeprasza (“Przepraszam moich domowników za bałagan, dokładnie to przepraszam tych, co zazwyczaj sprzątają, ale już nie tych dwóch co nie sprzątają, i nie przepraszam kota, bo to nie domownik, ale przeprasazm chłopaka Magdy, bo on sprzątał”) to jak to brzmi? Jaką to ma wartość? Czy to pokaz poczucia winy?

Jeśli oskarżam w czasie przeprosin (“Przepraszam, ale mnie wkurzyłeś”, “Przepraszam, ale sobie zasłużyłeś”, “Przepraszam, ale Ty też tak robisz”) to też wydaje mi się to osłabianiem przeprosin. Oskarżanie nie idzie w parze z przepraszaniam. Wbijanie szpil, analizowanie dokładnie kogo “nie przepraszam” i tak dalej jest chłodnym zdaniem związanym z agresją, walką, obroną a nie poddaniem się i poczuciem winy.

Do konfesjonału nie idę mówiąc “zgrzeszyłem, ale on jest głupi, ona sobie zasłużyła, a on mi też tak zrobił”. Idę by powiedzieć “zgrzeszyłem, czuje się winny, przepraszam”.Tylko tyle. To musi płynąć ze mnie, stan w którym przepraszam to stan skruchy i nie ma w nim miejsca na bronienie swoich racji, atakowanie przeciwników czy analizę jak bardzo przepraszam, a jak nie, i na ile ktoś sobie zasłużył.

Mam wrażenie, że pierwsze zdanie strasznie osłabia wypowiedź… szkoda. Lećmy dalej.

Dlatego tutaj z tego miejsca chce powiedzieć głośno i mocno: przepraszam”

świetne zdanie. Nic dodać, nic ująć. Głośno, mocno. Jedyny problem to to, że “chcę powiedzieć” nie oznacza, że mówię. Tak jak “chciałbym przeprosić” oznacza jedynie wyrażenie chęci, a nie faktyczne przeproszenie. Ja wiem, że różnica jest mała, i każdy wie o co chodzi, ale jeśli zaprosisz mnie kiedyś na imprezę, a ja odpowiem “chcę przyjść” to jeszcze nie znaczy, że przyjdę, a jeśli powiem “chciałbym przyjść” to nieomal uznasz, że pewnie nie przyjdę. Znowu osłabienie.

Na szczęście w następnym zdaniu prezes naprawia to i faktycznie mówi:

“Jeśli ktoś się poczuł urażony, to przepraszam.”

No. przeprosił! Brawo!

Czy aby na pewno? Tu dochodzimy do sedna przepraszania warunkowego – przepraszam JESLI ktoś się poczuł urażony. Czyli znowu, nie wiem czy ktoś się poczuł, nie przeanalizowałem sytuacji, nie widzę jej czysto, ale przepraszam. Taki model każe mi wątpić w autentyczność przeżyć skruchy i poczucia winy. Sugeruje przepraszanie “na pokaz”. A już na pewno osłabia przeprosiny. Przeczytajcie głośno te dwa zdania:

1) “Przepraszam za moje słowa”.

2) “Jeśli ktoś się poczuł urażony, to przepraszam za moje słowa”.

Nie wiem jak dla was. Dla mnie drugie brzmi o niebo słabiej.

Do tego dochodzi nieszczęsne “poczuł”. Ja nie przepraszam, bo Cię kopnąłem, ani nawet nie przepraszam jesli cie zablolalo (co samo w sobie jest oslabieniem, wszak jesli Cie nie zablolalo, to nie przepraszam MIMO ze kopnalem). Ja przepraszam jesli poczulas sie urazona.

Poczucie jest subiektywne. Zalezy nie od czynu tylko od tego jak wewnetrznie dana osoba ustawia sie wzgledem niego. Wielki medrzec nie poczuje sie urazony obraza mlodego ucznia. Takie zbudowanie zdania powoduje, ze skupienie przenosimy z “ja zawinilem, ja przepraszam” na “czy ten czyn spowodowal ze ty poczules sie?” – jesli poczules sie w wyniku tego czynu, to moze jestes za slaby, za bardzo sie nad soba rozczulasz, moze nie powinienes byl sie poczuc?

Po co w ogole takie elementy w przepraszaniu? Co one daja poza oslabieniem mocy samych przeprosin? Po jaka cholere warunkowac przeproszenie i jeszcze warunkowac je “poczuciem sie”. Przepraszam, bo uznaje ze zawinilem, kropka.

Nie było takiej intencji, ale bardzo nam zależy aby polska inteligencja widziała PiS we właściwym wymiarze, także jeżeli chodzi o tę sprawę.”

Z tym zdaniem mam problem. Mam w ogóle problem z wieloma zdaniami prezesa, których nie rozumiem na poziomie budowy zdań i muszę domyślać się znaczenia.

No bo, “nie było takiej intencji” odnosi się do czego? Prawdopodobnie do tego, że były niefortunne słowa. Jak już pisałem wcześniej nie mamy dowodu poza domyslem, ze cała grupa docelowa – “Ci co poczuli sie urażeni” to grupa dotknięta niefortunnymi słowami. Może urażona poczuła się czymś innym, a zdania znalazły się obok siebie z innych powodów?

Co gorsza, całkowicie poprawnie można też założyć, że czas przeszły dotyczy poprzednich zdań.

Przepraszam, a następnie mówię – Nie było takiej intencji (w domyśle – żeby kogoś przepraszać), ale bardzo nam zależy…

Zatem tak budując zdanie prezes zostawił możliwość, że dotyczy ono przeproszenia, a nie niefortunnych słów, które “były”.

Wierząc jednak, że chodzi o te słowa, pozostaje pytanie jak wytłumaczył cel przeprosin.

Ano, przeprosił ponieważ zależy mu, aby polska inteligencja widziała PiS we właściwym wymiarze (także jeśli chodzi o tę sprawę). – Co to oznacza? Oznacza, że przeprosił w jakimś celu i celem tym nie jest wyrażenie skruchy, uzyskanie przebaczenia, tylko aby ktoś ich widział jakoś. Zatem przeprasza wizerunkowo – mając w tym cel zewnętrzny. Czy to jeszcze są przeprosiny?

Ostatni fragment jest dla mnie nielogiczny. Jak rozumiem “tą sprawą” są niefortunne słowa. I teraz on chce, aby inteligencja widziała PiS we właściwym świetle jeśli chodzi o tę sprawę. W jakim świetle? W świetle przeprosinowej skruchy? Poczucia winy? Te klocki nie pasują do siebie.

Gdyby prezes nie przepraszał tylko tłumaczył swoje decyzje (uznając je za słuszne) to końcówka miała by sens – wyjaśniłem, bo zależy mi, abyście widzieli to we właściwym świetle (także sprawę niefortunnych słów).

Jeśli zaś chciał przeprosić, to obudował przeprosiny warunkami i osłabił je na co najmniej 10 sposóbów. Czy to jeszcze są przeprosiny? Przeprosiny do teoretycznie możliwie istniejącej grupy, ale nie całej, tylko jej części, która wyznaje wartości zgodne z moimi, i to tylko jeśli dana osoba poczuła się urażona, i to sprawdza się nie do czynu tylko odbioru tego czynu przez daną osobę, a przepraszamy na pokaz, żebyście myśleli o nas dobrze.

Im mniej słów wokól przepraszam tym lepiej. Czyściej. Mocniej.

Jeśli wydaje się wam, że tak się nie zdarza:

1) Przeprosiny Baracka Obamy 1 – Przeprosiny perfekcyjne. Dzwonię przeprosić w dwóch sprawach. Nie dostałaś odpowiedzi na które czekałaś (dowód, że widzę sytuację tak jak pokrzywdzony i rozumiem swoją winę) i za to przepraszam. Myślałem, że… (tłumaczenie dlaczego popełniłem ten błąd). Drugie przeprosiny również zawierają czyste “przepraszam” oraz wytłumaczenie dlaczego popełniłem ten błąd. Nie chciałem Cie urazić (dowód, że wiem, że uraziłem – widzę sytuację i oceniam ją tak jak Ty).

2) Obama przeprasza 2 – tutaj mamy tylko opis przeprosin, ale fakt, ze zadzwonil do wszystkich stron i przeprosil jest niepodwazalny i jest dowodem, ze czuje sie winny (bo mogl dopilnowac swojej grupy). Warto zwrocic uwage jak po raz kolejny opisuje sytuacje aby pokrzywdzony wiedzial, ze przeprasza ze zrozumieniem.

3) Obama przeprasza 3 – to bardzo ciekawy przypadek. Tutaj Obama jest już formalnie przeydentem, a używa sformułowań “I messed up”, “I screwed”, “It’s my fault”. Nie używa terminu “przepraszam”, ale wypowiedź jest zbudowana z elementów przeprosin – przyznaje się do winy, dokładnie ją opisuje, tłumaczy przyczyny, prosi o wybaczenie, obiecuje poprawę.

A tu złe przykłady:

1) Marcinkiewicz z “jeśli” i “poczuł”.

2) Tusk przeprasza “jeśli prezydent tego potrzebuje”

3) Tusk przeprasza precyzując – to jest ten przypadek przeanalizowania. Nie ma nic nagannego w samym opisaniu, że nie we wszystkim się mylili, ale zdanie przeproszenia powinno być imho “czyste”.

4) Tusk przeprasza za palikota – wolałbym, aby przeprosił, a nie “musiał przeprosić”. Choć rozumiem, że taki zwrot jest w j. polskim używany aby okazać, że “czuje się zobowiązany do..” lub “sytuacja jest taka, że nie mam wyboru” i chęcią zaznaczenia, że nie ma dyskusji, nie można tego inaczej interpretować, to jednak zdanie “Muszę przeprosić” nie brzmi jak “Przepraszam”.

5) Kaczyński przeprasza za porno w BUW – znowu, “jeśli” “poczuli”, na dodatek tych co “chodzą tam się uczyć” – aby zaznaczyć, że mogą być tacy co chodzą tam robić coś innego i tych nie przeprasza.

6) Kaczyński przeprasza Olejnik – absurdalne. “Prezydent nawet jak nie czuje się winny to potrafi przeprosić”. Nie znamy treści przeprosin, ale mam nadzieję, że brzmiały “Przepraszam za moje wczorajsze słowa, wiem, że panią skrzywdziły i niesłusznie obraziły”, a nie “Jeśli zablolały panią moje wczorajsze słowa to przepraszam”.

Na koniec moja propozycja przeformułowania przeprosin:

“W przeszłości zdarzało się mi mówić rzeczy, które były obraźliwe dla polskiej inteligencji. Dlatego tutaj z tego miejsca chce powiedzieć głośno i mocno: przepraszam. Nie chciałem was obrażać i nie było to moim celem. Zależało mi na głosnym wypowiedzeniu tego o czym inni nie mówią i niesłusznie uogólniałem swoje oskarżenia i obejmowałem nimi polską inteligencję. Chciałbym, abyście dostrzegli z jakimi przeszkodami staramy się walczyć i proszę, abyście wybaczyli mi błędy jakie popełniłem w czasie tej walki. Czuję się temu winny i postaram się w przyszłości tych błędów nie powtórzyć”

Coś w tym stylu… może krócej, mniej dosadnie, ale coś takiego mi się marzy…

Meeting old buddies

I just spent a day at Flock HQ in Victoria.

I never had a chance to meet any of them when I was working for Flock, but they all seem to be very friendly and aware of the past, so I didn’t have to go through the rather confusing moment of explaining why I’m there and who I am. 🙂

We were chatting about the future of Flock, plans for the next year and a bit (hey, we’re Canada) weather… 😉

It’s exciting to see them moving forward beyond 2.0 (gosh, I remember I couldn’t imagine Flock 1.0…). One of the topics was of course l10n, especially they had several problems with it which resulted in lack of Flock 2.0 l10n releases for a few months now.

It seems they have a clear plan to release Flock 2.0.3 early January with all locales finally. I did my best to politely express how much localizers are pissed off by lack of their release on the very day of en-US release. We’ll see… 😉

I also demoed silme and l20n concepts which was received with a warmth welcome. It seems they are interested in the area and I will keep them up to date. It would be extremely valuable if they decided to devote some coding power to silme based webtool, but I don’t expect that anytime very soon. Maybe once we’re near the release?

One concept we covered was HTML localization. I had HTML localization on my mind since the early days of silme and they motivated me to rethink the concept.

Basically we could use XPath for getting ID’s and then get values. The crucial part is to make sure we split phases when we localize or change localization, and phases when we change layout. Only then we can update XPath based ID’s accordingly to avoid double localization… I’ll dig it deeper over weekend.

Ruch w Paryżu

Pierwszy tydzien mieszkania w Paryżu dobiega końca.

Stał on pod znakiem organizacji życia, zakupów i nauki poruszania się po Paryżu – jednym słowem morfowanie turysty w miejscowego.

Jeśli chodzi o prace, działo się dużo. Mamy 5 stażystów, a do tego przyjechała Mic, Seth, Christian i Axel. (zdjęcia, dugie, trzecie). Rozmawialiśmy o przyszłości lokalizacji produktów, planach na Firefoksa 3.1, Fenneca i Thunderbirda 3. Mi udało się zaplanować sobie prace do końca roku (no, a przynajmniej do października). Teraz będę pracował nad stronami społeczności, a od września praca nad L20n.

Teraz weekend, w poniedziałek sam będę w pracy (dzień Bastylli), od środy Jane przyjeżdza, a w piątek ja wylatuje w kierunku Moskwy – mam prelekcję na konferencji Protva.

Co do życia zaś… Ponieważ mieszkamy idealnie w centrum (przy Chatelet les Halles), jest strasznie głośno, tłoczno i tak jakoś “turystycznie” – wraz z “turystycznymi” cenami 🙁 Ciężko kupić normalne jedzenie, czy napić się piwa nie płacąc niepisanego “podatku” turystycznego.

Staramy się z Karo ułożyć jakoś normalność, a zwłaszcza wykorzystać wakacje na ruch. Szukamy basenów, siłowni, miejsc do biegania wieczorami, a ja do tego sal treningowych do Thaiboxingu, BJJ, albo ogólnie MMA.

Nie wiem czy tak to zawsze wygląda w każdym mieście, ale strasznie ciężko takie rzeczy znaleźć. Wyniki Google zasłane są tym co jest dla “turystów” – czyli ekstremalnie luksusowe i drogie. Znaleźć normalny basen, albo siłownie, w której wejście nie kosztuje 15 euro było ciężko, ale popłaciło. Znaleźliśmy basen miejski (heh, socjalne państwo…), który jest rankami w ogóle za darmo, ścieżki do biegania koło ogrodów luksemburskich, a do tego…

kupiliśmy rolki. 🙂

Nigdy nie miałem talentu do rolek, wrotek ani łyżew. Teraz jednak uznałem, że czas najwyższy. Paryż jest za duży na chodzenie ciągle na piechotę, kompletnie nie ma sensu jeżdzenie po nim samochodem, nie mam prawka na motor… zostają miejskie rowery (socjalne państwo po raz drugi) i rolki. Tylko, że znaleźć sklep, w którym dostaniemy dobre rolki było cholernie ciężko. Jeśli macie zacięcie i ambicje, to zapraszam. google.com i znajdźcie sklep z rolkami w Paryżu 🙂

W końcu się udało – koło metra Bastylia. W efekcie godziny spędzonej na deszyfrażu angielszczyzny sprzedawcy stałem się dumnym posiadaczem rolek K2 Moto, zaś Karo dorobiła się rolek K2 Alexis. O ile Karo wybór podyktowany był mieszanką technologii, ceny, jakości i… koloru, to mój został ograniczony przez rozmiar stopy – 47.

Efekt jest jednak taki, że mamy parę rolek i jutro zaczynamy życie aktywne w Paryżu 🙂

1) Rano basen – prawdopodobnie miejski, darmowy. Jakość całkiem niezła, niezbyt daleko, ale totalnie zatłoczony popołudniami.

2) Potem rolki na koło Luwru. Pewnie się pozabijam kilka razy, ale zamierzam się nauczyć

3) A na koniec siłownia.

Nie jest to jeszcze mój ideał. W niedziele zazwyczaj chciałbym robić treningi gimnastyczne, dla rozciągnięcia, ale nie znalazłem jeszcze sensownego klubu.

Co do sportów walki to na razie znalazłem kilka klubów BJJ i kilka kickboxingu. Planuje zacząć od wtorku 🙂

Aha… i jeśli ktoś mi jeszcze powie, że trzeba chronić “lokalne sklepiki przed najazdem supermarketów” to zamierzam roześmiać mu się w twarz i w razie dobrego humoru uraczyć opowieścią o tym co w Paryżu wyprawiają właściciele “lokalnych sklepików” (głównie arabowie) korzystając z tego, że supermarkety zlokalizowane są wyłącznie w dzielnicy zwanej “Cholernie Daleko”.