Czas leci tak szybko.

Ledwie co pisałem o poznawaniu Paryża, a już minęły dwa miesiące, a ja wczoraj wylądowałem w Victorii, B.C….

Mieszkamy na razie w domu studenckim- strasznie fajne, ludzie grają na gitarach, robią sobie nawzajem darmowe lekcje gry na bębenkach, tańczą (zobaczcie zdjęcia ze strony)… Czemu nasze akademiki przypominają mi śmierdzące nory z karaluchami (w takim przez wakacje mieszka brat mojej dziewczyny), albo ekskluzywne wypicowane ośrodki dla dzieci nowobogackich (Riviera? ;)), a mieszkańców akademików kojarzy się głównie z alkoholem? (Alkatraz na Narutowicza) Hmmm…

Victoria jest piękna. Góry wokół prześliczne. Właśnie wypożyczyliśmy rowery i jedziemy na objazd brzegu oceanu i tenernu kampusu Uvicu.

Jutro sprawy techniczne (ubezpieczenie, konta studenckie, legitymacja itp.), a w środe pierwszy dzień zajęć :)

Wohoo! :)

4 Responses to “Inviding Victoria”
  1. Alko_ch_olem to celowo?

  2. nie, poprawione. wstyd mi *^^*

  3. a czym się różnią bembenki od bębenków?

  4. ortem :) Dzieki!

Leave a Reply